część druga
17 czerwca 181 r. korpus gen. Jankowskiego stanął pod Osinami, a Ramorino w Sobieszynie po przeprawie przez Wisłę w okolicy Gołębia, a następnie przez Wieprz pod Bobrownikami. Tego dnia nie nawiązano łączności między grupami Jankowskiego i Ramorino. W tym czasie Rosjanie pod dowództwem gen. Kwitnickiego zaatakowali piechotę polską stacjonującą w Kocku. Gen. Jankowski na prośbę pułk. Różyckiego wysłał do Kocka Legię Litewsko-Wołyńską, która 18 czerwca dwukrotnie starła się z oddziałami gen. Płochowo.
18 czerwca (sobota) gen. Jankowski wyruszył z Osin w kierunku Serokomli. W Gułowie otrzymał meldunek, że płk. Różycki opuścił ze swoim wojskiem Kock z powodu naporu wojsk rosyjskich. Jak się później okazało były to czołowe oddziały Rüdigera, który 17 czerwca wyruszył z Lublina przeciwko, jak sądził, grupie gen. Ramorino, gdyż informacje o wyprawie gen. Jankowskiego jeszcze do niego nie dotarły. 18 czerwca Rosjanie przeszli Wieprz pod Łysobykami. Grupa gen. Rikorda pozostała pod Łysobykami i ochraniała tabory wroga, zaś główne siły rosyjskie stanęły obozem pod Przytocznem. Wieczorem tego samego dnia Rüdiger rozesłał niewielkie oddziały po okolicy celem rozeznania położenia grupy Ramoriny. Również tego samego dnia gen. Jankowski otrzymał od jeńców rosyjskich wiadomość, iż pod Krepą obozują dwa rosyjskie pułki piechoty oraz dwa pułki kawalerii z 8 działami. Do sztabu dotarła też wiadomość z Kocka, że Rosjanie kierują się w stronę tego miasteczka. Wśród oficerów sztabu Jankowskiego sądzono, że jest to tylko przednia straż wojsk rosyjskich, wobec czego opracowano plan ich zniszczenia. Planowano następujące działania: odciąć Rosjan od brodów na Wieprzu w Łysobykach i w Kocku i rozbić wroga. Zaplanowano, iż część wojsk Jankowskiego o świcie 19 czerwca wyruszy z Serokomli do Kocka i zablokuje bród na Wieprzu. Gen Karol Turno miał wyruszyć z Krzówki w kierunku Przytoczna i zablokować bród na rzece w Łysobykach, a następnie połączyć się z wojskiem gen. Ramorino, któremu wysłano rozkaz, by wsparł gen. Turno. Pułk. Różycki miał przygotować przeprawę przez Wieprz w Kocku. Gdyby doszło do spotkania wojsk rosyjskich, Polacy mieli zaatakować go z całą siłą i walczyć do nadejścia odsieczy.
Sytuacja diametralnie się zmieniła, gdy dotarła do polskiego dowództwa informacja, że między Przytocznem a Krępą stoi 8000 żołnierzy rosyjskich. W tej sytuacji nocą 19 czerwca (niedziela), na godzinę przed zaplanowanymi wcześniej działaniami, Jankowski wydał nowe rozkazy: gen. Turno miał ruszyć do Przytoczna przez Charlejów, podobnie miały się kierować jednostki gen. Bukowskiego, ale rozkazów nie udało się dostarczyć na czas do obydwu generałów, zawiodła zupełnie łączność między dowódcami. Na domiar złego 18 czerwca gen. Ramorino natknął się w Podlodowie na wojska rosyjskie dowodzone przez gen. Dawydow i natychmiast dokonał odwrotu o 20 km i zajął pozycje w Okrzei. Gen. Bukowski z baterią jazdy i artylerii konnej, wedle pierwotnych rozkazów, idąc w kierunku Kocka, stanął w okolicy Talczyna i przeczekał tam całą bitwę. Nie ruszył się z miejsca nawet wtedy, gdy jeden ze szwadronów rosyjskich podległy gen. Płochowo zabierał mu tabory, amunicję i kasę pułkową, którą pozostawiono bez należytej ochrony (wcześniej wspomniany szwadron wroga ukryty w lesie przepuścił 3 bataliony polskich grenadierów płk. Jerzego Niewęgłowskiego, idące do Kocka). W tym czasie gen. Turno toczył samotnie walkę pod Przytocznem, atakowany od zachodu przez grupę gen. Dawydow, a od południowego wschodu przez gen. Rüdigera, oczekując jednocześnie wsparcia gen. Jankowskiego, który stał w Serokomli i Ramoriny, który miał nadciągnąć z Okrzei, ale na odgłosy walki nie ruszył z pomocą, tylko wysłał zwiad. Jego zbytnia ostrożność albo opieszałość skazała gen. Turno na samotną walkę.
O świcie 19 czerwca gen. Turno ruszył spod Krzówki w kierunku Przytoczna. Po godzinie marszu, gdy czoło kolumny dowodzone przez gen. Antoniego Wronieckiego dotarło do końca lasu, zostało zaatakowane przez kolumnę gen. Dawydow (który przegrupował się spod Podlodowa). Gen. Wroniecki nie spodziewał się w tym miejscu wroga, dlatego dał się zaskoczyć. Także środek kolumny polskiej został otoczony przez wroga, który rozbił 4 plutony polskiej piechoty. W tej sytuacji gen. Turno skierował swoje wojska przeciwko Dawydowowi i wyparł nieprzyjaciela z lasu na polanę. Dopiero wtedy dotarł do gen. Turno rozkaz gen. Jankowskiego o marszu na Przytoczno przez Charlejów, ale jego realizacja była już niemożliwa.
W czasie walk piechota gen. Dawydow przeszła trakt w kierunku na Budziska i Krzówkę, zaistniało zagrożenie odcięcia przez Rosjan drogi odwrotu wojskom polskim. W tej sytuacji gen. Turno wysłał grenadierów z 4 lekkimi działami pod dowództwem gen. Wronieckiego do odzyskania kontroli nad drogą, co udało się szybko osiągnąć. Wysłani za wojskami gen. Wronieckiego kawalerzyści dla zabezpieczenia odzyskanej drogi zauważyli, iż od strony Charlejowa stoją na wzgórzach oddziały rosyjskie pod dowództwem Rudigera. Brygada jazdy polskiej dowodzona przez gen. Jaraczewskiego ustawiła się z 4 działami frontem do wroga i rozpoczęła się kilkugodzinna wymiana ognia. Ok. godz. 5.00, nie mając wsparcia, Turno nakazał odwrót części sił polskich (3 pułku strzelców pieszych), które w czasie wycofywania poniosły znaczne straty w walce z grupą Rüdigera. Manewr odwrotu powiódł się m.in. dzięki uderzeniu ok. godz. 8.00 kolumny Milberga w tyły wojsk Rüdigera, który część swoich sił musiał skierować w stronę atakujących go Polaków od strony Serokomli.
Gen. Turno walczył samotnie przez 5 godzin, powstrzymując ataki wojsk rosyjskich, oczekując wsparcia pozostałych sił polskich. Osamotniony w walce „ocalał”, gdyż gen. Rüdiger po ataku kolumny Milberga zorientował się, że ma przed sobą Korpus gen. Jankowskiego, a nie grupę Ramoriny i przerwał walkę, a następnie rozpoczął wycofywanie się w kierunku Wieprza, by uniknąć zagłady.
Dopiero ok. godz. 9.00 wojsko gen. Ramorino zbliżało się do Budzisk, zaś gen. Jankowski miał pod swoim dowództwem znaczne siły (dotarła do Serokomli grupa gen. Bukowskiego), którymi mógł wesprzeć walczących żołnierzy. Była jeszcze szansa na pokonanie wroga, ale gen. Jankowski nie wydał rozkazu do ataku, tylko nakazał gen. Turno i Ramorino wycofanie się w kierunku Woli Gułowskiej, tłumacząc swój rozkaz decyzją Naczelnego Wodza, gen. Skrzyneckiego oraz zmęczeniem żołnierzy. Tym samym zaprzepaścił ostatnią szansę na pokonanie przeciwnika. Gen. Skrzynecki, przynaglając Jankowskiego do wymarszu pod Warszawę, opierał swój rozkaz groźbą przejścia wojsk rosyjskich na lewy brzeg Wisły i zaatakowania Warszawy od zachodu. W rzeczywistości Rosjanie pod wodzą gen. Karla Tolla pozorowali ruchy wojska rzekomo przechodzącego rzekę Wisłę na północ od stolicy. Gen. Prądzyński przesyłając Jankowskiemu rozkazy Skrzyneckiego odwrotu spod Łysobyk, zdawał sobie sprawę z demonstracyjnego charakteru ruchu nieprzyjaciela, dlatego wzywał gen. Jankowskiego najpierw do zakończenia walki z Rüdigerem pod Łysobykami. Jednak Jankowski tego nie uczynił i optował za wymarszem w kierunku Warszawy. Na naradzie wojennej zwołanej przez Jankowskiego, mimo sprzeciwu części oficerów, zdecydowano o odwrocie za Wisłę.
Ciąg dalszy w kolejnym poście