Rocznica rzezi wołyńskiej obchodzona jest co roku 11 lipca i upamiętnia apogeum krwawych wydarzeń z 1943 roku. Data ta została ustanowiona przez Sejm RP jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej.

Na Kresach Wschodnich przyszedł na świat i mieszkał p. Boczkowski Stefan, nieżyjący już mieszkaniec Przytoczna. Urodził się w 1917 r. w miejscowości Rudnia Lwa, gmina Kisorycze, powiat Sarny. Miejscowość była osadą o charakterze polskiej kolonii. Zamieszkiwała ją głównie ludność polska, ale były też małżeństwa mieszane. W okolicy i sąsiednich wsiach (jak np. pobliskie Staryki) współistniała również ludność ukraińska. Rodzice p. Boczkowskiego, Józef i Ewa, mieli tam niewielki mająteczek. Hodowali owce, krowy. Mieli łąki, pola uprawne i las. Rodzina Boczkowskich wiodła uczciwe życie przepełnione pracą. Wspierała potrzebujących. Kiedy jednej rodzinie ukraińskiej spłonął dom, Boczkowscy dali jej drzewo na odbudowę. Aż przyszedł rok 1943. Prześladowania i masowe mordy na ludności polskiej w Rudni Lwa rozpoczęły się wiosną i trwały przez cały 1943 rok. Najtragiczniejszy napad na wieś miał miejsce 22 maja 1943 roku, kiedy to oddziały ukraińskich nacjonalistów otoczyły miejscowość, w wyniku czego zamordowano kilkudziesięciu Polaków, a ich domy spalono. W całym 1943 roku w miejscowości z rąk UPA zginęło łącznie około 40 Polaków. W rodzinie p. Boczkowskiego zapamiętano kilka wydarzeń związanych z rzezią dokonaną na Polakach. W niedalekim sąsiedztwie państwa Boczkowskich mieszkało małżeństwo mieszane, mieli małe dziecko, chłopca. Matka znalazła synka uparowanego w parniku. Inne wydarzenie przekazywane w rodzinie: Ukraińcy spędzili Polaków do obory, bez picia i jedzenia. Zamknięci prosili o wodę. Pilnujący Ukrainiec powiedział, że przyniesie coś do picia, więc ludzie przez okienko wyciągnęli dłonie i wtedy ucięto im ręce. W ciągu 1943 r. zamordowano 40 Polaków z tej miejscowości.

Rodzina Boczkowskich ocalała ostrzeżona przez tego Ukraińca, któremu pomogli po pożarze domu. Uciekli, zabierając ze sobą tylko to, co można było zarzucić na plecy. Nocą uciekali, w dzień się ukrywali. Przedostali się w okolice Chełma, gdzie mieszkał ich kuzyn. Potem p. Boczkowski jako robotnik przymusowy pracował przy układaniu torów, najprawdopodobniej na terenie okupowanej Francji, gdyż po wyzwoleniu przez Amerykanów wstąpił w szeregi oddziałów de Gaulle`a. To wtedy poznał brata swojej przyszłej żony, Janiny.

Rodzina p. Janiny, żony p. Stefana, pochodziła z Krępy. Przed wojną wyprowadzili się w okolice Białej Podlaski. W czasie wojny p. Janina pracowała na lotnisku. Pewnego dnia została aresztowana przez Niemców i osadzona na Zamku Lubelskim. Udało jej się wydostać z tej kaźni. Po wojnie z rodzicami zamieszkała we Wrocławiu. Dzięki bratu poznała p. Stefana, a potem wzięli ślub. Pod wpływem namowy kuzynki postanowili osiedlić się w rodzinnych stronach żony, zamieszkali w PGR Przytoczno, gdzie p. Boczkowski pracował jako kowal. W latach 70-tych wybudowali dom. Pan Boczkowski nie potrafił mówić o rzezi na Polakach w rodzinnej miejscowości, te obrazy budziły w nim ogromne emocje. To siostra p. Stefana przekazała potomnym tę wiedzę. A mnie historię rodziny przekazała wnuczka państwa Boczkowskich.

Powyższe zdjęcia ukazują p. Boczkowskiego min. jako żołnierza gen. de Gaulle`a.

Dodaj komentarz