Bitwa pod Łysobykami w 1831 r.–przebieg i skutki

część trzecia

To co wydarzyło się pod Przytocznem, Budziskami, Serokomlą i Talczynem spowodowało rozprężenie w szeregach polskiego wojska, zaczęto głośno mówić o zdradzie generałów Jankowskiego i jego szwagra Bukowskiego. Niezrozumiały przez żołnierzy odwrót, zbliżony do ucieczki, mimo przewagi nad przeciwnikiem był „krańcowym dowodem nieudolności dowództwa polskiego”. Obaj generałowie Jankowski i Bukowski byli dowódcami bez wyobraźni i nie posiadający kwalifikacji w dowodzeniu korpusem. Zostali mianowani przez gen. Jana Skrzyneckiego nie ze względu na swoje umiejętności dowódcze, ale dlatego, że nie stanowili zagrożenia dla pozycji Naczelnego Wodza w przypadku sukcesu wyprawy przeciwko Rüdigerowi. Chwała spłynęłaby na gen. Skrzyneckiego i umocniłaby jego pozycję w rozgrywkach politycznych. Ogromny wpływ na decyzje dowódcy korpusu miał gen. Hieronim Ramorino, który w czasie tej wyprawy wykazał się zwykłym tchórzostwem, uciekając przy pierwszym starciu z wrogiem. Biorąc także pod uwagę stan zdrowia Jankowskiego i jego chwiejne cechy charakteru, nie można było oczekiwać wiktorii. Ponadto Jankowski stał się przysłowiowym kozłem ofiarnym dla przykrycia błędnych decyzji gen. Skrzyneckiego, którego historia określiła mianem „kunktator” za angażowanie się w rozgrywki na tle politycznym, zabieganie o zachowanie stanowiska, opóźnianie działań, brak wiary zwycięstwo nad wrogiem. Najwyższą karę za niepowodzenie wyprawy poniósł nie Naczelny Wódz, ale gen. Jankowski i Bukowski, których 29 czerwca z rozkazu Skrzyneckiego aresztowano. Wprawdzie na początku sierpnia Sąd Wojenny Nadzwyczajny uwolnił gen. Jankowskiego od zarzutu przynależności do spisku mającego na celu obalenie Rządu Narodowego, ale nadal pozostawał w więzieniu do czasu procesu przed Sądem Wojennym Armii. Do wydania wyroku nie doszło, gdyż lud Warszawy powiesił ich w 15 sierpnia 1831 r. na fali wydarzeń rewolucyjnych. Biorąc pod uwagę okoliczności, które doprowadziły do klęski wojsk polskich, w ocenie niektórych historyków była to „sprawa łysobycka”.

Bilans bitwy pod Łysobykami w odniesieniu do oddziałów polskich to: 54 zabitych, 51 rannych i ponad 300 żołnierzy, którzy dostali się do niewoli bądź zaginęli. Rosjanie swoje straty szacowali na 163 żołnierzy poległych i rannych. Wśród Polaków wziętych do niewoli byli też oficerowie: Narcyz GulczyńskiWincenty Bobrowski (11 marca jako żołnierz odznaczony Srebrnym Krzyżem Wojska Polskiego), Feliks Sikorski – wszyscy trzej jeńcy zostali karnie wcieleni jako żołnierze do armii carskiej w Orenburgu, gdzie byli poddani surowej dyscyplinie i rusyfikacji. Wykorzystywano ich też jako tania siła robocza. Wielu żołnierzy polskich z Orenburga walczyło w wojnach prowadzonych w Azji Środkowej i na Kaukazie; Stanisław Dotkiewicz (w marcu służył w stopniu podporucznika, 11 marca odznaczony Złotym Krzyżem Wojska Polskiego),Jan Mroczkowski (w wojsku Księstwa Warszawskiego służył w stopniu kaprala w 16 pułku jazdy).

Do niewoli dostali się także trzej gońcy gen. Jankowskiego: mjr Nikodem Butryn (w marcu 1831 r. w stopniu kapitana kwatermistrzostwa odznaczony Złotym Krzyżem Wojska Polskiego, potem awansował do stopnia majora), adiutant Leon Małachowski (w kwietniu służył w stopniu podporucznika pułku ułanów, odznaczony Złotym Krzyżem Wojska Polskiego). Oficerów tych zesłano do Wiatki (obecnie Kirów w Rosji), która stała się jednym z głównych miejsc zsyłki powstańców. Władze carskie w ten sposób izolowały powstańców od kraju. Książę Roman Sanguszko przed powstaniem był oficerem gwardii cesarskiej w Petersburgu. Walczył pod Łysobykami, gdzie dostał się do niewoli. Jako jeniec utracił szlachectwo, następnie został zesłany na Syberię (część drogi przeszedł w kajdanach), potem na Kaukaz, gdzie wcielony do armii rosyjskiej odznaczył się w walkach, za co Rosjanie mianowali go oficerem. W 1838 r. odzyskał szlachectwo i został przeniesiony do Moskwy i tam służył w policji, następnie był w służbie cywilnej. W 1845 r. powrócił do kraju i osiadł w rodzinnej Sławucie, gdzie założył fabrykę sukna i stadninę koni arabskich, gromadził też dzieła sztuki, obrazy oraz pokaźną bibliotekę. W 1846 r. odbył pielgrzymkę dziękczynną do Ziemi Świętej. W Bazylice Grobu Świętego ufundował Mszę Św. Wieczystą Pro Polonia oraz kielich z napisem „Dar wygnańca polskiego, Roku Pańskiego 1847”.

Brak jest pewnych informacji, gdzie zlokalizowane są mogiły poległych powstańców listopadowych. W 1996 r. wówczas 90-letni Bolesław Partyka, mieszkaniec Przytoczna, twierdził, iż stojący wtedy stary drewniany krzyż w miejscu dzisiejszego obelisku upamiętniającego bitwę pod Łysobykami to miejsce spoczynku powstańców z 1831 r. Jak twierdził p. Partyka, przed II wojną światową widoczne były zarysy grobów. Według jego relacji, leży w tym miejscu ok. 100 powstańców. Krzyż, który stał jeszcze 1996 r., jego zdaniem miał ok. 70 lat i postawił go Kazimierz Grabek, mieszkaniec Przytoczna. Ufundowany przez Grabka krzyż stanął obok jeszcze starszego, który także liczył sobie ok. 70-80 lat. Jak można wyliczyć, to rzeczywiście miejsce to może skrywać pochówki z 1831 r. Jednak czy leżą tu Polacy, czy Rosjanie nie ma pewności, gdyż badania nie były prowadzone.

Według nieżyjących już starszych mieszkańców Przytoczna, z którymi rozmawiałam w latach 90-tych, na posesji przedsiębiorcy Eryka Wesołka (sklep przy tzw. Krzyżówkach w Przytocznie – po prawo jadąc w kierunku Adamowa) pochowano 30 osób. Niektórzy twierdzili, że leżą tam zmarli na cholerę, inni że pogrzebano tam powstańców listopadowych, a jeszcze inni mówili, że spoczywają tu żołnierze rosyjscy. Na pewno jest to miejsce, które może być związane z jakimiś pochówkami, a upamiętniały je stojące tam trzy krzyże. Trzy krzyże często stawiano w miejscach zbiorowych pochówków ofiar epidemii (np. dżumy, cholery) w XVIII i XIX wieku. Miały one charakter sakralny, uświęcały miejsce pochówku i upamiętniały zmarłych. Obecnie stoi jeden, mocno nadszarpnięty zębem czasu. Ks. Jan Kazimierczak, proboszcz parafii w Łysobykach w l. 1929-1940 tak o tym miejscu zapisał w kronice: „Do XIX w. chowano zmarłych na cmentarzu przy kościele. Po 1831 r. – w którym dokładnie roku nie wiadomo- kiedy doszli z mogiłami do wielkich drzwi – tak opowiadają – poczęto myśleć o innym miejscu pod cmentarz. Z początku wybrano miejsce w Przytocznie gdzieś k. Golucha [dzisiaj to przedsiębiorstwo Eryka Wesołka]. Pochowano tam ze 30 osób.”

Co do pochówku powstańców na ówczesnym cmentarzu przykościelnym w Łysobykach ks. Kazimierczak tak zapisał w kronice: „ Rok 1831 odbyła się w okolicy bitwa – na Podlędziu. Kopiąc [w 1934 r.] na cmentarzu rów pod fundamenty kaplicy, natrafiliśmy na grób oficera wojska polskiego, zdaje się artylerzysty, bo galony były zielone”. Według miejscowych przekazów przy kościele pochowano 6 oficerów i w świetle zapisu księdza może być to prawdopodobne.

Dalszy ciąg w następnym poście.

Dodaj komentarz