




Część druga
Mateusz Maksymilian Wyczółkowski, brat Ksawerego Wyczółkowskiego, ożenił się w 1851 r. z Antoniną Falińską. Małżonkowie zamieszkują w Ryczyskach. Wyczółkowski najpierw trudni się handlem szkłem, potem dzierżawi ziemię w Kobylej Woli. W 1852 r. przychodzi na świat ich syn Leon. Potem rodzi się jeszcze troje dzieci: Teodor, Andzia, Zofia. Rodzice Leona Wyczółkowskiego osiadają w Ostrowie ok. 1854 r. W swoim pamiętniku, już jako dorosły, Leon tak oto opisuje przyjazd do Ostrowa: Jechaliśmy bryczką. Ojciec powoził. W Łysobykach zmrok. Konie wpakowały się w błoto. Byłem wtedy mały, na rekach matki począłem płakać. Wysiedliśmy, żeby ulżyć koniom. Furman poszedł do Ostrowa, sprowadził parę wołów i wyciągnęli nas. W chałupie na sianie spaliśmy.
Wyczółkowscy zamieszkują w drewnianym dworku krytym słomą. Usytuowanie zabudowań dworskich blisko rzeki Wieprz powoduje, że co roku przez jakiś czas Ostrów odcięty jest od świata. Wyczółkowski później zapisuje we wspomnieniach: [Wieprz ] jak wylał , to strasznie groźny widok, coś dramatycznego. Wtedy byliśmy na wyspie. Domowe ptactwo… Trzeba było czekać tydzień, dwa zanim woda spłynęła.
Artysta wspomina, że rodzice wiedli życie proste i pracowite. Prowadzili niewielkie ok. 90-hektarowe gospodarstwo, ojciec jeździł furą po drzewo. Rozległe łąki dostarczały znakomitego siana, które potem kupowało wojsko: Gleba niezła, łąki doskonałe, siana nadwieprzańskie słynne, trawa niezwykła, Grochal, koniczyna, przysmaki dla bydła. Łąki ciągle nawadniane, dawały trawę na półtora metra wysoką. Kosiarz jak kosił, to pokosy jak zboże. Dawny staropolski pejzaż. Malarz wspomina też pewne wydarzenie, którego doświadczali Polacy ze strony Rosjan, jeszcze przed powstaniem styczniowym: Przed powstaniem przyjeżdżali Kozacy i brali kontrybucje. Ojciec się oparł, wytłukł jednego z nich. Wsiedli na konie, z wściekłości wziął Kozak drążek i wbił w ścianę. I pojechali parami.
Jak przyszły malarz wspomina pobyt w Ostrowie? Z dzieciństwa pamiętam jak mnie wozili na wózku i zbierali mi żółte kwiatki, kaczeńce; mogłem wtedy mieć półtora roku życia. To może, że jestem malarzem, pomaga mi do świeżości tych wspomnień. Być może później tak chętnie maluje kaczeńce. W Ostrowie życie małego Leona koncentruje się wokół Wieprza. Dalej pisze: Wieprz wił się, powstawały jeziorka, gdzie żyły karpie, liny, raki (…) Karpie były tylko w Wieprzu. Omszałe sztuki miały jeden metr i więcej. Jak się złapało karpia na wieczór, haczyk na pysk w kobiałce i pokrzywach, wata ze spirytusem. Wtedy takiego olbrzyma dostać był to sukces.(…) Ojczyzna jaskółek nadbrzeżnych, grzebałek. Gimnastyka żeby się dostać do gniazd, a nie wpaść do wody. Smażyło się na patyku albo gotowało na mleku. Pewnego razu Wyczółkowski dostał nowe buty, zamienił [je] z chłopakiem na wędkę. Rodzice odebrali buty, a wędkarz dostał pierwszy raz w życiu lanie. Wspomina też rzekę jako trakt spławny: Na nim odbywał się spław drzewa. „Zabijać koniec” – hałas oryli. Na owe czasy to spławianie co dnia. Czasem rzeka była tak zapchana drzewem, że można było przejść na druga stronę.”
Leon był częstym gościem w domu stryja Ksawerego. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, gdyż dom stryjostwa stał 100 może 200 m. lekko na północny wschód od dworku w Ostrowie. Jedna z takich wizyt zostaje później opisana we wspomnieniach: Wybrałem się raz na spacer z psami, chciałem skapać dwa szczeniaki. Nie mogłem ich do kąpieli namówić. Byłem w łódce duszohubce. Buch w wodę, dna nie mogłem dostać. Wpakowałem się w ubraniu. Dogramoliłem się do brzegu. Jak stryjowi i stryjence wytłumaczyć? Ładnie wypławiłem psy! Szczeniaki kontente, a ja wściekły. Zdejmuję ubranie i suszę. Wracam do domu. „Kapałeś się?” „No-tak”. Potem dopiero przyznałem się. Ubranie moje wyszło zupełnie z formy. Wszystkie klejonki puściły.
Edukację Leon Wyczółkowski zaczyna w szkole w Kamionce. Obowiązywała wtedy rejonizacja i dlatego nie mógł uczęszczać do szkoły w pobliskich Łysobykach. Łysobyki były w Guberni Podlaskiej, zaś Ostrów należał do Guberni Lubelskiej. Droga do szkoły była dość długa, dlatego w okresie jesienno-zimowym mieszka na stancji w miejscowości Krzywy Dąb niedaleko Sobolewa.
Szczęśliwie spędzone lata w Ostrowie kończą się wraz z chorobą ojca. Wspomina później: Ojca mało przypominam sobie. Umarł w r.1861 na suchoty, nie dziedziczne, lecz nabyte. [Ojciec w 1960 r.] Wpadł pod lód. Chciał ratować konie i zaziębił się śmiertelnie. Chory ciężko, sprzedał majątek za sumę 10 tys. zł [rodzinie Jankowskich]. Z rodzeństwa miałem brata Tolka, Teodora, który żył 7 lat, siostrę jedną, która umarła w 19 roku życia, Andzię, która żyła 8 lat, i Zosię pogrobową, która krótko żyła (Zofia przychodzi na świat w Ostrowie w 1860 r., a więc kiedy jeszcze żył ojciec. Akt urodzenia spisany zostaje w parafii Kock, zaś chrzest odbywa się zapewne w kościele w Łysobykach, gdyż, jak zapisano w akcie, chrztu udziela proboszcz Łysobyki, ks. Bolesław Grzybowski). Dzieciństwo cudowne, potem przykre lata w Warszawie. Aleksandra umiera, kiedy przebywa u stryja Ksawerego w Mściskach w 1873r. Jej ciało spoczęło na cmentarzu w Przytocznie. Nie wiadomo, gdzie znajduje się jej grób.
Dlaczego dzieciństwo w Warszawie było nieszczęśliwe? W czasie choroby ojca i po jego śmierci Leon z matką i rodzeństwem mieszka u dziadków. W 1863 r. jest uczniem pierwszej klasy Gimnazjum Gubernialnego w Siedlcach. W tym czasie matka ponownie wychodzi za mąż za krawca i wszyscy przenoszą się do Warszawy. Małżeństwo matki jest bardzo nieudane. Leon kontynuuje naukę w gimnazjum warszawskim, gdzie kończy 6 klas. W 1969 r., mając 17 lat, rozpoczyna naukę w Warszawskiej Szkole Rysunku, m.in. w klasie Wojciecha Gersona. To właśnie Gerson kilkanaście lat wcześniej, w 1853 r., odwiedza Łysobyki i Przytoczno podczas swojej podróży na Lubelszczyznę (najprawdopodobniej pieszej) i tworzy szereg rysunków oraz akwarel. Ich datowanie oraz pozostawione notatki pozwalają stwierdzić, że trasa podróży prowadziła z Warszawy m.in. przez Przytoczno i Łysobyki do Lubartowa, Zawieprzyc i Lublina, a z Lublina do Bochotnicy, Kazimierza i Janowca.
W 1870 r. umiera matka i dom dziadków staje się jego domem rodzinnym, do którego ciągle wraca aż do śmierci dziadków. Nie zapomina też o stryju Ksawerym z Mścisk, do którego chętnie przyjeżdża. W swoich wspomnieniach opisuje jedną z takich podróży: Na wycieczkę z Warszawy zabrałem brata stryjecznego. Przyjechaliśmy do Łukowa. Niespodzianka. Stryj koni nie przysłał. Wynajęliśmy konie i ruszyliśmy dalej. Wieprz rozlewał się w promieniu kilku kilometrów. Wszystko zamarznięte, a lód trzeszczał. Jedziemy, a tu chłopi mówią, że nie można dalej. Chciałem być u stryjostwa na Wilii z bratem stryjecznym, wypieszczonym warszawiakiem. Beznadziejna sytuacja. Późno w nocy, półtora kilometra do stryja. Rezygnujemy z dalszej jazdy, trzeba nocować. Kładziemy się w izbie [w Łysobykach] na słomie okryci pledami. Obok korytka dla świń. Wszystko paruje. Byliśmy głodni, a w Wilię chłopi wstrzemięźliwi-nic nie jedzą. Zresztą mieli ulęgałki i kapustę z olejem. Jajka były. Kuzyn smaży je na starym cuchnącym sadle. Rozlewa się ogień. Oprócz tego chłopi -chcąc nas uraczyć – przynieśli masło roczne z faski. Kładziemy się do snu. Świnie w tej samej izbie. Pchły. Godzina szósta. Lampka się pali, dziewczyna robi toaletę do kościoła, czesze włosy. Potem zasnęliśmy. Budzą nas. Wwalimy z dubeltówki, żeby dać znać. Nareszcie stryj domyślił się, znał przejścia i nadszedł. Poprowadził nas rozkazując: ”Idźcie za mną szybko”. Idziemy nie w ślady za nim, a tu lud trzeszczy, załamuje się. Wreszcie dochodzimy do domu. Przywitanie, uciecha. Obżeranie się, pchły w mniejszym stopniu, choć na wsi zawsze pchły są.
W latach 1875-77 Leon doskonali swoje umiejętności malarskie w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium w klasie Aleksandra Wagnera. Za jedną z prac Leon otrzymuje srebrny medal tejże Akademii.
W 1878r. wraz z przyjacielem odbywa wędrówkę po Lubelszczyźnie: z Warszawy do Puław koleją, a potem furmankami i pieszo do Kurowa, dalej przez Lublin, Zamość, Sandomierz, Kielce do Dąbrowy Górniczej.
Przez dwa lata Leon kontynuuje naukę w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie u Jana Matejki, który uważa go za wyjątkowo zdolnego studenta. Mistrz Matejko udostępnia mu pracownię i otwiera przed Wyczółkowskim swój dom, gdzie malarz zamieszkuje. Jak głosi przekaz ustny, Wyczółkowski wraz z Matejką odwiedza stryja Ksawerego w Mściskach. Nadal rośnie tu lipa, pod którą Jan Matejko rozstawiał sztalugi. Krajobraz Mścisk inspiruje Matejkę, który w tym czasie maluje obraz „Bitwa pod Grunwaldem.”
W kolejnych latach zatrzymuje się na dłużej we Lwowie, a potem w Warszawie. To w tym mieście powstaje obraz „Chrystus w grobie”. Podczas kolejnej wizyty u stryja Ksawerego w Mściskach przywozi ten obraz i podarowuje go kościołowi w Łysobykach. Nie wiadomo, gdzie obecnie znajduje się obraz, który jeszcze przed wojną wywozi z Łysobyk biskup wizytujący parafię. Do dzisiaj zachował się szkic obrazu i studium olejne „Głowa Chrystusa.”
W kolejnych latach Wyczółkowski przebywa na Ukrainie, mieszka w Warszawie, wyjeżdża na wystawy, przez 16 lat mieszka w Krakowie, gdzie m.in. jest pedagogiem, ale też i rektorem Akademii Sztuk Pięknych. Przed wybuchem I wojny światowej opuszcza Kraków, przez jakiś czas przebywa w majątku znajomych w okolicy Mińska na Białorusi, wraz z wybuchem wojny przedostaje się do Warszawy, a po wycofaniu Rosjan wstępuje go Legionów Polskich. W czasie wojny żeni się ze swoją gospodynią Franciszką Panek. Przez jakiś czas pozostaje na Lubelszczyźnie. W 1922r. wraz z żoną zakupują dworek w Gościeradzu pod Bydgoszczą i tam osiadają na stałe. Na cztery lata przed śmiercią odwiedza Ryki, rodzinne strony swojej matki. To dla kościoła w tym mieście kilka lat wcześniej maluje obraz do ołtarza głównego.
Leon Wyczółkowski umiera 27 grudnia 1936r.
Na zdjęciach:
- Leon Wyczółkowski w latach studenckich
- Wyczółkowski w mundurze legionisty
- Leon z żoną Franciszką
- Obraz namalowany przez artystę do kościoła w Rykach i umieszczony w ołtarzu głównym
- Fragment obrazu „Chrystus w grobie” podarowany przez malarza kościołowi w Łysobykach
- Lipa w Mściskach, pod którą Matejko zasiadał do sztalug.