Helena i Witold Matuszyńscy z synem z ul. Blizockiej oraz Regina Machulewska. Fotografia wykonana przed kościołem w Jeziorzanach na początku lat 70-tych lub pod koniec 60-tych.

Na zdjęciu państwo Matuszyńscy z synem Kazimierzem lub Henrykiem oraz Regina Machulewska z d. Goławska ( w biały kostiumie) – nauczycielka historii i wos-u w szkole w Jeziorzanach. P. Machulewska pochodziła z okolic Łukowa. W Łysobykach wyszła za mąż za Stanisława Machulewskiego. Mieszkali na ul. Browarnej.

Sąsiedzi o państwie Matuszyńskich: Państwo Matuszyńscy to byli sąsiedzi przez ulicę z moimi dziadkami. Wspaniali ludzie, wspominam ich ciepło. Pani Helena zawsze zapraszała na placki, a synowie byli wyjątkowi. Pomocni, zawsze uśmiechnięci, nigdy nie odmawiali, gdy prosiło się o pomoc. Miła i serdeczna rodzina.

z wypowiedzi byłych uczniów p. Machulewskiej:

Była wyrozumiała i serdeczna wobec uczniów i bardzo cierpliwa. Pamiętam z lekcji, jak kolega nie potrafił wypowiedzieć „powstanie listopadowe”, tylko powtarzał 'powstanie listopadoskie”. Ileż czasu lekcyjnego poświęciła p. Machulewska na wyćwiczenie z tym uczniem poprawnej nazwy.

Pani Machulewska uczyła mnie w Szkole Podstawowej w Jeziorzanach. Pamiętam taką historię, gdy pewnego dnia jej mąż w czasie lekcji uchylił drzwi do klasy, wsunął głowę i zapytał: cyt. „Czy tu uczy moja Pelargonia? „… Bardzo miło ją wspominam… Gdy na jakiejś lekcji zacząłem mówić o Katyniu i pomordowanych tam przez sowietów (o czym od dziecka wiedziałem od mojego ojca) Pani Machulewska wzięła mnie na bok i po cichu powiedziała mi, abym głośno o tym nie mówi,ł bo mogą być kłopoty. To był początek lat 70-tych XX wieku. To była naprawdę dobra pedagog.

Pani Machulewska uczyła mnie i moje starsze rodzeństwo. Koledzy robili jej różne psikusy. Ja ją bardzo dobrze wspominam, ale są tacy, co nie koniecznie. Moją wychowawczynią była Pani Maria Kozak, później Maria Wójcika zwana potocznie Florkowa ” obie Panie były wspaniałe, nie dało się ich nie lubić. Wszystkie już nieżyjące.

Mnie też uczyła Pani Machulewska, ale nie pamiętam czego. Pamiętam wspomnianą tu Panią Kozak, ale bardziej jej męża matematyka..Miał skłonności do nazywania uczniów nie po nazwisku, ale przezwiskami funkcjonującymi w środowisku np. kolegę wołał Garbowiak. A ja w 6 klasie miałem dwóję z matematyki na okres, bo nie chciałem skopać mu ogródka po szkole. Postrach uczniów.

Bardzo miło wspominam lekcje z Panią Machulewską.

Dodaj komentarz